O Ofcy, która została Panią Myską, bo z Alicji w Krainie Czarów się nie wyrasta. Która wciąż kocha włóczyć się po świecie, ale i już kocha wracać do domu. A dom tam, gdzie serce, zapach drożdżówki i... dużo Mysy!

Rozmowy Va Banque

poniedziałek, 24 listopada 2008

Ale dlugo mnie nie bylo, co? Tez sie dziwie, ale przeciez wiecie, ze jestem jak bumerang - zawsze wracam! ;-)

A wiec tak Moi Mili (pamietajcie, nigdy nie zaczyna sie zdan od a wiec!), Pan Marek Kaminski przyjezdza do Dublina, tak jak obiecal kiedy odwolywal poprzednie spotkanie. Kolejnych plakatow nie bedziemy drukowac, bo nie mamy na to ani pieniedzy, ani czasu (na to co z dziewczynami robimy poswiecamy czas poza praca i zyciem prywatnym, wiec jest go nieustanny deficyt), tak wiec oglaszam teraz wszem i wobec:

Zapraszamy na spotkanie z Markiem Kaminskim w srode 10 grudnia o 19:30, tradycyjnie do The Bankers' Club. Tym razem niespodzianek nie przewidujemy i wszystko odbedzie sie zgodnie z planem.

To tyle w sprawie RVB. Teraz cos z innej beczki, choc rownie kulturalnej. Zakonczyl sie wczoraj w Dublinie Festiwal Filmu Polskiego, ktory zorganizowala moja dobra kolezanka Klementyna, z ramienia Pomorskiej Fundacji Filmowej w Gdyni. Nie mialam okazji wspomniec o tym wczesniej na blogu, ale bylo to dosc dobrze rozreklamowane w Dublinie, tak wiec wszyscy choc troche zainteresowani kulturalnie powinni byli wiedziec. A jak wiedzieli i nie przyszli, to niech zaluja, i to jak! Tutaj mozecie zobaczyc caly plan imprezy, co by jeszcze bardziej zalowac ;-) Ja sama nie bylam na wszystkich filmach, przyznaje, ale mysle ze wybralam perelki plus spotkania (formalne i te mniej hiu hiu) z przybylymi na te okazje z Polski goscmi. W piatek widzialam Rezerwat. Nie wiem jakim cudem przez ostatnie miesiace na kazdej niemal imprezie gralismy i spiewalismy piosenke przewodnia do tego filmu, nie majac pojecia o samym filmie hehe. Wiekszosc z Was pewnie ten film juz widziala, wiec nie bede sie nad nim rozwodzic, powiem tylko, ze wcale nie uwazam by byl przerysowany, choc sama nigdy w zyciu na Pradze w Warszawie nie bylam. Przed filmem cale towarzystwo siedzialo w pubie, z Panem Zbyszkiem Zamachowskim na honorowym miejscu. Pan Zbyszek byl jednym z glownych gosci calego festiwalu, jako ze cala sobote trwal przeglad filmow z jego udzialem, zakonczony tzw czat panelem. Z Wielkiej Majowki, debiutu Pana Zamachowskiego, wyszlam oczarowana. Nie wiem kim bardziej - glownym bohaterem czy glosem i image'em spiewajacej w filmie Kory z Maanamu, wiec powiem tak - calym klimatem polskiego kina drogi. Makes sense? Ja nie ukrywam, ze ignorant kinematograficzny jestem, ze malo ogladam i malo wiem, ale czy faux pas bedzie skojarzenie Wielkiej Majowki z Wniebowzietymi Kondratiuka? Bo taka byla moja pierwsza mysl. Jezeli ktos ma ochote sie wypowiedziec, zapraszam serdecznie. Najwieksza perelka festiwalowa zaswiecila jednak dopiero wczoraj, czyli "na deser staroc z jazzem w tle" - Mocny czlowiek i - specjalnie utworzone na te potrzebe - Trio Wojciecha Staroniewicza. Mysle, ze nie bylam jedyna, ktora pierwszy raz w zyciu ogladala stary niemy film z muzyka na zywo w akompaniamencie. Mowie Wam, niesamowite przezycie! Jesli bedziecie mieli kiedys taka okazje, doswiadczcie sami koniecznie!

Z innej beczki natomiast, tej pracowej. Jak juz pewnie wiecie z lektury tego bloga, nie lubie swojej pracy, bo jest od dluzszego czasu nudna i nie rozwijajaca za grosz. Takie jedno wielkie uwstecznienie. Nie o tym jednak... Dostalam dzis bojowe zadanie do wykonania - dostarczenie papierzysk pewnemu mezczyznie o imieniu Cathal, urzedujacemu w bankowym budynku numer dwa. Head Office BOI to trzy kilkupietrowe molochy, kilka, a moze kilkanascie setek ludzi lacznie. Sila rzeczy, wszystkich znac, chocby z widzenia, jest rzecza niemozliwa. Po zlokalizowaniu delikwenta na wewnetrznej stronie bankowej, drepcze ja sobie do wspomnianego wczesniej budynku. Zagladam, dopytuje, w koncu namierzam jego biuro. Wchodze (pamietajcie, nie mam zielonego pojecia jak ten ktos wyglada!) i w tym samym momencie mocno przytrzymuje sie drzwi co by sie nie obalic. Wiecie co? Ostatnia zalete jaka mozna by mi przypisac jest umilowanie porzadku, wiem i pokornie spuszczam glowe, ale moim skromnym zdaniem - i tu przepraszam jezeli kogokolwiek uraze - pedanci sa nudni! Do balaganiarzy natomiast mam wielki sentyment od zawsze. Ot tak, wydaja mi sie sexy. Tego jednak, co zobaczylam dzis przed poludniem w bloku numer dwa, nie umialam przes dluzsza chwile umiejscowic w zadnej z moich osobistych kategorii, no wiecie, co lubie, czego nie, czym jest wedlug mnie porzadek, a co zakrawa na balagan i dalej na burdel, kim sa ludzie nudni, a kim ci z ulanska fantazja, takie tam rozne kleby mysli bardzo luzno ze soba powiazane. Jak juz utrzymalam pion, to ogarnal mnie potworny smutek, ze nikogo w tym biurze nie bylo, to znaczy nie bylo mi dane zobaczyc autora/podmiotu/adresata, czy jakkolwiek go nazwac. Otrzasnawszy sie z grubsza i glosno przelknawszy sline, zapukalam do pokoju obok z prosba do sympatycznej pani o przetrzymanie papierow i osobiste przekazanie ich Cathalowi, tlumaczac sie obawa ich zaginiecia w gaszczu przetworzonego juz w jego biurze hektara lasu, jesli je tam zostawie. Pani zasmiala sie w glos i przejela ode mnie stosik. Ja natomiast wyszlam na zimne powietrze i postawilam sobie kolejny cel w swojej karierze bankowej - poznac osobiscie Cathala G. ha!

Ot i tyle zmian na zachodzie! ;-D

środa, 12 listopada 2008
UWAGA UWAGA UWAGA !!!

Spieszę donieść, że w związku ze śmiercią w najbliższej rodzinie, Pan Marek Kamiński nie dojedzie do Dublina w ten piątek 14 listopada, czego naturalną konsekwencją jest odwołanie spotkania Rozmów Va Banque. Spotkanie zostanie przełożone na innym termin, o którym oczywiście poinformuję in due course.
Wszystkich bardzo przepraszam za to zamieszanie, ale również proszę o chwilę refleksji - że niezależnie od naszych planów i marzeń, życie i tak realizuje własny scenariusz.

Z wyrazami szacunku i łącząc się w bólu z Panem Markiem,

Paulina Ostrowska

poniedziałek, 10 listopada 2008

Drodzy Państwo

Spieszę donieść trzy rzeczy:

a) Na ostatnim spotkaniu z cyklu Rozmowy Va Banque gościliśmy w Dublinie panią psycholog Ewę Woydyłło. Z racji tego, że było to 18 października, czyli trzy dni po moim powrocie z Kuby, nie zamieściłam tutaj żadnej informacji. Co by nie było to nie fair w stosunku do Pani Ewy (złota kobieta!), zamieszczam plakat poniżej. A że samo spotkanie było w przysłowiową dechę, wiedzą ci, którzy przyszli. Reszta musi wierzyć mi na słowo.



b) Listopadowe spotkanie RVB, już w ten PIĄTEK 14 listopada (podkreślam, jako że nasze imprezy odbywają się z reguły w soboty) zapowiada się jako hit sezonu. Będziemy gościć w naszych skromnych dublińskich progach człowieka, który już za życia stał się legendą - polarnika Marka Kamińskiego. Miejsce i godzina spotkania jak zwykle - The Bankers' Club o 19:00. Jak wiadomo, wstęp na nasze spotkania jest wolny, tylko proszę pamiętać, że ilość miejsc jest ograniczona do 120 max (tyle pomieści sala), tak więc kto pierwszy ten lepszy. Miesiąc temu była nas tam ponad setka, ale tym razem zapowiada się nawałnica. Już się boimy brrrr ;-)


Zapraszamy serdecznie!

http://ofca79.blox.pl/resource/Marek_Kaminski_info.doc

c) Powaliła mnie bliżej nieokreślona kombinacja wirusa z bakterią i aktualnie dogorywam w łóżku. Proszę więc jakąś zdrowaśkę w intencji Ofczego zdrufka odmówić ;-)

To wszystko o czym chciałam donieść.
Miłego wszem i wobec.

Paula Ostra
Derektor Techniczna ;-)

wtorek, 16 września 2008

Va banque Talks:

Profession: Reporter – An Audience with Wojciech Tochman

He says that he is as strong as any other man, but his characters, though ordinary, are unusual; the strongest kind of men Born in 1969 in Krakow, Wojciech Tochman is an award-winning reporter and writer.

With his book “Like Eating A Stone”, Tochman became a finalist for the Nike Polish Literary Prize and for the Prix Témoin du Monde, awarded by Radio France International. This book is a powerful, disturbing account of the Bosnian experience told uniquely from the point of view of civilian victims, mainly women involved in the conflict. One of the main characters is a female forensic anthropologist, who collects and identifies human remains. The book follows a few women as they travel through the post-war landscape (from mass graves, to their old, now abandoned houses) and visit the scenes of their loss: a hall where the clothing of victims is displayed; an underground cave with its pale jumble of bones; a camp for homeless refugees; a city now abandoned to the ghosts of painful memories; a funeral service where a family finally says goodbye. This book is written in the style of a minimal reportage, where the author doesn't interfere but allows his subjects to speak. Like Eating a Stone by Wojciech Tochman, translated from Polish into English by Antonia Lloyd-Jones, was published by Portobello Books, March 2008.

Wojciech’s other achievements include, the establishment of a missing persons organisation in his native Poland, while he is also author of two previous books: One Doesn't Burn the Stones and Daughter. Renowned as one of the best and most interesting Polish reporters, Wojciech Tochman, is the next guest of „Va banque Talks” – meetings organised by the Consular Section of the Polish Embassy in Dublin and in association with Bank of Ireland.

Date: 27th September 2008 (Saturday) @ 7pm.

Venue: IBOA House: The Banker’s Club, Stephen Street Upper, Dublin 8

Admission: Free

Please note: An English translator will be in attendance at this meeting.

All Welcome



niedziela, 31 sierpnia 2008

A więc tak... (nie zaczyna się zdań od "a więc")

Wieczór był ok. Publiczności nieco mniej niż ostatnio (dokładnie 61 osób), gość ekscentryczny. Angelus spodobał się wszystkim bardzo, reżyser dostał na koniec gromkie brawa. Chleb ze smalcem, który zaserwowałam podobno był pyszny, tylko rozmowa nieco wymknęła się spod kontroli, to znaczy Pan Lech nią kierował i uniemożliwił Sabinie zadanie wszystkich przygotowanych pytań. No cóż, artysta...
Rozczarowało mnie kilkoro znajomych swoją nieobecnością, ale chyba nie ma sensu dyskutować z kimś, kto - uwaga, cytuję - nie lubi polskich pisarzy, sic!, z resztą w Dublinie nic się nie dzieje, nuda jak w polskim filmie, a w ogóle euro spada. Może zresztą lepiej, że ich nie było, bo ja mam dość ostry język i potrafię być obrzydliwie beszczelna. Niech siedzą w domu w kapciach przed TV i zajadają czekoladę z Lidla. Boże pobłogosław.

Tak, czy inaczej, dziękuję pięknie wszystkim tym, którzy przyszli, przede wszystkim za szerokie horyzonty i za to, że chce im się chcieć.

Dziś jest piękna pogoda, idziemy więc z Inką, w letnich sukienkach, z książkami, nad morze.

Słonecznej niedzieli.

piątek, 29 sierpnia 2008

Mili Moi

Spieszę donieść, że Pan Lech jest już w Dublinie i spotka się z nami jutrzejszego wieczora, jak wcześniej zostało ustalone.

Tak więc po raz kolejny serdecznie zapraszam.

A co u mnie? Nic. Chyba się zakochałam. To znaczy nie wiem czy się zakochałam, ale dzieją się dziwne rzeczy. Ciągnie mnie w świat.

Póki co, do zobaczenia w The Bankers!



piątek, 15 sierpnia 2008
My tu gadu gadu, a Niemcy się zbroją, jak mawiał śp. Zeus na lekcjach historii w LO II w Olsztynie.

Mili Państwo, czas bal rozpocząć! Bal nie byle jaki, bo kulturalny, w Dublinie.
Wspominałam już kilkakrotnie o projekcie PSA (Paulina, Sabina, Agnieszka), ale reklamy nigdy za mało. Może więc z grubsza opiszę co to jest i o co nam chodzi. Zaczęło się od wspominanego tu wielokrotnie spotkania z Januszem Leonem Wiśniewskim, które to ja zorganizowałam w maju. Jak dziś sobie przypomnę co się działo w moim życiu na przełomie sześciu tygodni - od kiedy JLW powiedział "tak" do spotkania 24 maja - to ciarki dalej mnie przechodzą. Poruszyłam chyba wszystkie możliwe instytucje, organizacje, firmy, gazety, restauracje i niemalże zgwałciłam przyjaciół, by mnie wspomogli chociażby swoją obecnością w The Bankers tamtego dnia. Udało się, i to jak, ale pytający i pełen politowania wzrok ludzi, którym próbowałam wytłumaczyć kogo i po co chcę zaprosić do Dublina, zostanie mi na zawsze w pamięci. Ciekawe co jeszcze co niektórzy sobie wtedy myśleli, kiedy prosłam o wsparcie, bo słowa "o co ci chodzi kobieto, kim jesteś, czy nie masz innych zajęć?" mieli wypisane na twarzach wielkim literami. Ale nic to, impreza była w dechę, a JLW bardzo zadowolony. Ja zbierałam komplementy jako organizator techniczny (forma), a Sabina (dziennikarka polskiej sekcji irlandzkiego Heralda) jako prowadząca całe spotkanie od strony treści. Kto był, ten wie, że udało się Sabci postwić JLW pod murem. Zadała pewne pytanie, po którego usłyszeniu ten przełkną ślinę, a potem przyznał, że pierwszy raz takowe w życiu słyszał i że musi najpierw przemyśleć zanim odpowie :-)
Potem poszło już z płatka. Zadzwoniła Agnieszka - Sekretarz Konsulatu RP w Dublinie i zaproponowała współpracę. Tak zrodził się projekt PSA, a po kilku butelkach południowo-afrykańskiego shiraza - Rozmowy Va Banque :-)

Chodzi nam generalnie o to, by zapraszać do Dublina na spotkania z Polonią bardziej lub mniej znanych, ale ciekawych i mających pasje ludzi kultury, sztuki, literatury, nauki, zwykłych ludzi robiących niezwykłe rzeczy. Założeniem jest, by takie imprezy odbywały się raz w miesiącu i urozmaicały nasze emigracyjne życie. Idealnym miejscem, jak się okazało, jest The Bankers, czyli miejsce spotkań po pracy członków IBOA (Irish Bank Officials Association), tym bardziej, że jego szefem jest aktualnie jeden z managerów Bank of Ireland, czyli mojego pracodawcy. Miejsce jest bardzo klimatyczne - idealnych rozmiarów klub, z elegancko zaopatrznym barem, za którym stoi niejaki Johnny rodem z Irlandii Północnej, złoty człowiek. Nie jest to jednak publiczny bar dostępny każdemu z ulicy. Na chwilę obecną zagospodarowane mamy cztery miesiące, do listopada włącznie, ale o tym za sekundę. Powiem tylko jeszcze, że nasze spotkania są z założenia nieformalne, czyli potocznie luźne i swobodne. Żadnych krawatów oraz ach i ochów. Wygodne kanapy i otwarty bar. Oczywiście charakter każdego spotkania będzie zależał głownie od zaproszonego gościa, bo to on ma nadawać ton. My postaramy się jednak, aby w zależności od dziedziny jaką reprezentuje (i naszych możliwości!), były adekwatne projekcie filmów, slajdy, sprzedaż książek, przekąski itd.

No dobrze, gościa pierwszego spotkania już znacie (ulotka dwa posty niżej, informacja na samym dole tego), to teraz Wam zdradzę kto jest następny w kolejce. UWAGA!

27 września (sobota) - reporter i dziennikarz Wojciech Tochman

18 października (sobota) - psycholożka Ewa Woydyłło

14 listopada (piątek) - polarnik Marek Kamiński

Oczywiście ulotki promujące poszczególne spotkania prezentować będę na bieżąco. Wy natomiast już zapisujcie te daty w swoje kalendarze :-)
Serdecznie zapraszam!

Co jeszcze ja miałam powiedzieć...? Pewnie dużo, jak zwykle, ale zapomniałam. Tak więc na koniec wklejam poniżej informację o spotkaniu z Lechem Majewskim i udaję się w ramiona Morfeusza.

Nocnie,

Ofca


Ślązak w Dublinie

Jest najmłodszym artystą i pierwszym Polakiem, którego retrospektywę prac pokazano w prestiżowej nowojorskiej galerii MoMA. Jego filmy są nagradzane na całym świecie, ale naprawdę czuje się u siebie tylko w Katowicach, miejscu swojego dzieciństwa. Lech Majewski będzie pierwszym bohaterem cyklu spotkań z postaciami ważnymi dla polskiej kultury, które w Dublinie obywać się będą pod patronatem Wydziału Konsularnego Ambasady RP oraz "Polskiego Heralda”. Dnia 30 sierpnia w Bankers' Club w Dublinie będzie można zobaczyć "Sto lat samotności" po śląsku, czyli film "Angelus", a następnie porozmawiać z jego twórcą – Lechem Majewskim.

Majewski jako artysta poszukuje człowieka, który z dumą zaznacza swoją obecność i odmienność w coraz bardziej jednolitym świecie. Unika przy tym dopowiedzeń posługując się malarskimi obrazami. Wyjątkowe miejsce w jego twórczości zajmują tragiczni poeci ("Wojaczek", "Basquiat") oraz Ślązacy z krwi i kości ("Angelus"). Majewski, artysta wszechstronny, ma skończone wizje własnych dzieł - reżyseruje, przygotowuje scenografie, staje za kamerą oraz przy klawiszach ramię w ramię z Józefem Skrzekiem. Tworzy nie tylko filmy, ale również m.in. spektakle operowe i teatralne, video-arty, wiersze, powieści i scenariusze.

Symbole, metafory, piękne obrazy jego filmów sprawiają, że mamy do czynienia z twórcą, który nie tylko ma nam coś do przekazania, ale oczekuje też naszego wkładu - wrażliwości i myślenia. Bez tego, jak mówi artysta, każdy jego film byłby niepełny.

Serdecznie zapraszamy na projekcję filmu „Angelus” oraz spotkanie z Lechem Majewskim 30 sierpnia o godzinie 19.00 w The Bankers' Club, Stephen Street Upper, Dublin 8.

Kolejnymi gośćmi cyklu będą reporter Wojciech Tochman (27 września 2008) oraz psychoterapeutka i autorka wielu książek z zakresu psychologii – Ewa Woydyłło (18 października 2008).

Czekamy również na Państwa propozycje dotyczące kolejnych spotkań (visa@dublin.polemb.net, oraz rozmowyvabanque@gmail.com temat: Rozmowy va banque)

Wstęp na wszystkie imprezy wolny!

Patronat: "Polski Herald", Wydział Konsularny Ambasady RP w Dublinie, Bank of Ireland

Bardzo prosimy o opublikowanie informacji oraz zapraszamy do współpracy!


sobota, 09 sierpnia 2008

Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie na pierwsze spotkanie z cyklu Rozmowy Va Banque - naszym pierwszym gościem będzie reżyser Lech Majewski.



sobota, 19 lipca 2008
Normalnie prawie tak się czuję, sic!

Po pierwsze, jestem przemęczona ostatnimi czasy do takiego stopnia, że czekam już tylko jak się - przysłowiowo - obalę. A przede mną jeszcze długa lista rzeczy do zrobienia na wczoraj. Z własną Matką nie rozmawiałam od wtorku! Z racji tego, że naprawdę nie mam dziś możliwości siedzieć długo przy komputerze, będzie szybko i w równoważnikach zdań.

Odnośnie wywiadu w Gazecie Polskiej, o którym Bartek wspomniał w komentarzach poniżej. Tak, jest wywiad ze mną w ostatnim numerze, ale jest on tak zwanym niewypałem, o czym Gazeta doskonale wie. Na razie przeprosili, za tydzień ma być sprostowanie. A dlaczego wywiad ze mną ktoś zapyta i z jakiego tytułu? Jak już wiecie czytając tego bloga, zorganizowałam w Dublinie spotkanie z Januszem Leonem Wiśniewskim, a czego jeszcze nie wiecie (bo nie miałam kiedy Wam o tym powiedzieć) organizuję kolejne. A właściwie organizujemy - ja, Sabina - dziennikarka Heralda i Agnieszka - sekretarz Konsulatu Polskiego w Dublinie. Projekt rozmów z "wielkimi tego świata" - cytat z Gazety - nosi nazwę Rozmowy Va Banque, ale o tym napiszę przy okazji, kiedy ulotka i logo będą już gotowe. Na chwilę obecną zainteresowanych proszę kliknąć w linka Ambasady Polskiej po lewej stronie i poczytać o pierwszym spotkaniu - naszym gościem w The Bankers 30 sierpnia będzie reżyser Lech Majewski. Miało być krótko i w równoważnikach zdań... :-)
Czyli tak, w Gazecie jest po pierwsze najokropniejszy błąd z możliwych, czyli, że spotkanie majowe było nie z Januszem Leonem, a Michałem Wiśniewskim!!!!
Po drugie (czy już tam po któreś), podtytuł "Sto lat samotności po śląsku" i projekcja filmu Angelus dotyczą Lecha Majewskiego właśnie, a nie Wojtka Tochmana, który będzie naszym gościem we wrześniu! I w ogóle jest to tylko podtytuł jednego spotkania (kolejne będą miały swoje) bo cały cykl to wspomniane powyżej Rozmowy Va Banque. Już pomijam fakt zdjęcia, które mi się nie podoba, ale się na nie zgodziłam, bo decyzję trzeba było podjąc w trakcie trwania "wywiadu" przez telefon, czyli w 5 minut, na śniadaniu w kantynie w Banku. Większość sformułowań jest nie moja, to znaczy informacje tak, ale styl nie!!!
Ot, i tyle zamieszania - byłam w Gazecie. Nie wiem czy jakoś specjalnie dumna jestem z tego, ale jak już przeszedł mi wkurw odnośnie Michała W. to rzeczywiście było miło otrzymywać maile, smsy i telefony pt. "cześć gwiazda, widzieliśmy cię w gazecie".

Następna rzecz, o której muszę wspomnieć to taka, że goszczą w Dublinie dwaj zaprzyjaźnieni Maturzyści z Olsztyna (Aga i Łukasz) i na chwilę obecną robię co mogę (dzwonię, piszę, chodzę, pukam, staję na głowie) by pomóc im znaleźć pracę. Praca ma być jakakolwiek, najprostsza, więc i Was poproszę tutaj o pomoc - gdybyście wiedzieli, kto i gdzie poszukuje ludzi do czegokolwiek, proszę dajcie znak. Sprawa jest dość urgent!

Poza tym marzy mi się pójść na basen, poleżakować w ogródku, czy w spokoju obejrzeć polską wystawę, z której otwarcia musiałam wyjść po samym rozpoczęciu, gdyż Maturzyści zostawili w autobusie cały plik swoich CV. Musiałam więc wrócić do pracy o 19:30 i dodrukować. To znaczy nie musiałam, ale chciałam. Bo ja chcę im pomóc. Chyba w ogóle ostatnio bardziej intensywnie pomagam różnym ludziom w różnych sytuacjach. Wiem, że muszę zamienić rzeszoto na sito, bo spalę się doszczętnie. Taka "popularność" bowiem ma też swoją cenę. Zgłaszają się do mnie rozmaici ludzie z prośbą o wszystko - zorganizowanie koncertu, wystawy, wstawiennictwo w Ambasadzie itd. A ja przecież nawet nie tyle, że nie mogę być na każde zawołanie, ja nawet nie chcę. Obiecałam sobie już dawno temu, że będę się trzymać w życiu środka i z racji tendencji do zjazdów w bok, muszę być teraz bardzo ostrożna.

Limit siedzenia przy komputerze został na dziś wyczerpany. Jadę na zakupy, bo Maturzyści przyjeżdżają na obiad. Potem w końcu zrobię manicure. Wieczorem natomiast wieczór panieński Emilki. No i weź tu człowieku, lokalna gwiazdo disco polo, miej czas... ;-)

Serdecznie i słonecznego leniuchowania.