O Ofcy, która została Panią Myską, bo z Alicji w Krainie Czarów się nie wyrasta. Która wciąż kocha włóczyć się po świecie, ale i już kocha wracać do domu. A dom tam, gdzie serce, zapach drożdżówki i... dużo Mysy!

Najważniejsze

niedziela, 23 października 2016

Ajjjj, znów coś zmienili w oprawie Bloxa... Sześć miesięcy nie zglądania i taka ot heca :/

Chciałam napisać coś o Andaluzji, bo zjeździliśmy ją z Mężulkiem kilka tygodni temu wzdłuż i wszerz, ale chyba mi nie wyjdzie (znóóów!) Byliśmy bowiem w Olsztynie w zeszłym tygodniu (w sierpniu też zresztą ja byłam, na kajakach) i do dzisiaj sentymentalizm mnie nie opuszcza. Czy ktoś kiedyś próbował podważać tę tezę, że Olsztyn oraz AKT, Akademicki Klub Turystyczny z Kortowa, są najlepsze na świecie EVER? W Akacie poznali się, jako studenci, moi Rodzice w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w Akacie dorastałam ja, Akat dostałam we krwi wraz z urodzeniem. Tego uczucia i tej przynależności nie da się wytłumaczyć tym, którym z Akatem nigdy nie było po drodze. To jest po prostu stan umysłu, styl życia. Te lata wędrówek, żagli, obozowania, ognisk, szantowania, tułaczki, bycia razem, najpierw z rodzicami za rękę, teraz prowadząc na tę Ścieżkę własne dzieci (wtajemniczeni wiedzą dlaczego z wielkiej litery). I było 55-lecie Klubu, i byłam ja,Maminka, Ciotunie, Wujkowie, Bracia i Siostry, był też mój Mężulek, który załapał tego bakcyla już jakiś czas temu (dziękuję Tobie Boże Wszechmogący! :) i było absolutnie wyjątkowo. Od powrotu nie potrafię nic innego słuchać jak szanty i piosenki turystyczne... No i co z tego, że przywiozłam z powrotem do Dublina grypę po tym wikendzie? To nie ma żadnego znaczenia. Przywiozłam bowiem, znów, to, co jest najważniejsze w życiu - miłość i wspomnienia.

P.S. Będąc w Andalucji KONIECZNIE pojedźcie do Rondy!

P.S. 2. Wracamy do Olsztyna, już niebawem <3

 

sobota, 26 września 2015

Po magicznym miesiącu w Polsce, wczoraj wróciłam do Dublina. Teraz próbuję się tu odnaleźć, ale w ogóle mi to nie wychodzi. Mąż zniósł to jakoś dzielniej tydzień temu. Z tej całej nostalgii i wylanych z tęsknoty łez, jest jeden pozytywny wniosek - po wieloletniej tułaczce, razem i wcześniej osobno, jesteśmy już gotowi aby wrócić... do domu. Nie wiemy jeszcze kiedy, jak i dokąd konkretnie oraz że Polska będzie już do końca życia naszą love and hate relationship, ale wiemy, że jesteśmy już gotowi. Jeszcze tylko miodowy miesiąc i będziemy układać misterny plan powrotu :)

Ślub nasz i wesele zostało okrzyknięte imprezą stulecia, czego krztynę możecie uświadczyć ze zdjęć w zakładkach po lewej; wszystkie póki co są z telefonów ;) To jednak prawda co ludzie mówią, że jak wychodzisz za mąż z pięknej miłości i pięknemu człowiekowi przysięgasz przed Bogiem, to jest to najpiękniejszy dzień w życiu. A dwa dni balangi są możliwe tylko wtedy, kiedy człowiek ma pięknych Przyjaciół. A my mamy to wszystko! Teraz planujemy żyć długo i szczęśliwie :)

Mąż i Żona <3

(buty ktoś mi obciął tym telefonem, a miałam genialne! ;)

piątek, 11 września 2015

Mili Moi,

Spieszę donieść, że ostatni raz piszę do Was ze stanu panieńskiego. Jutro bowiem idę za mąż i jak Bóg da, to około 18-stej będę już ŻONĄ :)

Wszystko dzieje się pięknie, goście powoli zaczynają zjeżdżać, a ja jestem prze-szczęśliwa. No i wczoraj w końcu zobaczyłam Przyrzeczonego po dwóch tygodniach! Najlepszy i najwspanialszy mężczyzna na świecie, mój MĄŻ! :)

Staram się chwilowo nie czytać wiadomości i nie myśleć o tym co się dzieje w Europie (L nakazał mi chociaż raz pomyśleć tylko o sobie), ale myśli mi uciekają między jednym zajęciem, a drugim w trakcie tych przygotowań. A fejsbuk dokłada do ognia, kiedy widzę co się dzieje z ludźmi, jak toną w gnoju nienawiści i zatracają swoje człowieczeństwo. Boję się. Boję tej szarej, jednolitej, cwanej, bezdusznej, ksenofobicznej, ziejącej jadem i agresją masy ludzkiej, tak zatraconej już w tym szale, że nie odróżnia islamskiego terrorysty od przerażonego, zziębniętego i głodnego uchodźcy. I żal mi ich wszystkich razem do kupy - homo sapiens...

Ale dziś się raduję, i jutro i pojutrze. A potem Wam co nieco opowiem ;)

Pędzę żeglować po Oceanie Miłości. Paaaaaa 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Chodziłam obok laptopa wczoraj niczym lisek wkoło drogi, że zaraz go włączę. Co jak co bowiem, ale wpis z datą 25 kwietnia być musiał, co by tradycji zadość się stała. Nie stała, bo zwyczajnie zapomniałam. Jak tu było jednak nie zapomnieć, skoro chodziłam wczoraj jedynie w przenosi, bo tak naprawdę to leżałam niczym królowa na szezlongu, utrefiona i w halce, a król mnie obsługiwał ;)

Spóźnione, ale przecież od serca - życzę sobie czuć się do końca życia tak, jak czuję teraz. Szczęśliwa, spokojna, kochająca i kochana, w dobrym miejscu, czasie oraz towarzystwie. Tylko tyle i aż tyle. Dzięki Panie za kolejny piękny rok.

sobota, 31 stycznia 2015

Halo halo, kogo witam, kogo goszczę? Nie no, nie będę po raz kolejny pytać kto tu jeszcze zagląda, bo w statystykach widzę, że ci sami wierni Czytacze, cierpliwi bardzo jak się okazuje ;)

Rok 2015 będzie dobrym rokiem, tak mówią mądrzy tego świata umiejący czytać gwiazdy. Na dokładkę zaczynamy w lutym chiński rok Kozy (Owcy ;) mój znak z resztą, czyli patronki sztuki, artystów i nowych trendów w modzie, więc każdy aktywny i pomysłowy człowiek może w tym roku liczyć na pomyślny los. Poza tym wiwat harmonia, pokój i wyciszenie oraz kupa pozytywnych wibracji. A świat choć stoi na granicy wojny, zdoła podobno utrzymać względny pokój i kompromis. Naprawdę mocno w to wierzę, bo jak nie, to sama będę chyba musiała zakasać rękawy i najpierw wsadzić kosę pod żebra skurwielowi Putinowi, a potem wysadzić w powietrze wszystkich islamistów co do jednego, sic!

Rzeczywiście musi coś być na rzeczy (wszystko powyższe wyczytałam już w grudniu 2014), bo zaraz potem tak się potoczyły wypadki, że... Mili Państwo, spieszę donieść, że 12 września AD 2015, dnia podobno wyjątkowo szczęśliwego, bierzemy z L ślub aaaaaaaa :)))))

Los nam naprawdę sprzyja, bo wszystko już właściwie od miesiąca mamy nagrane, ale tylko najbliżsi póki co znają szczegóły. Doszły mnie jednak słuchy, że są tacy, którzy już zaklepali sobie urlop na ten czas, chociaż my jeszcze listy gości dobrze nie skompilowaliśmy. I choć rękami i nogami się zapieramy i zarzekamy, że to NASZE i TYLKO WYŁĄCZNIE  NASZE wesele, więc zrobimy je tak jak MY tylko chcemy, wśród tych tylko ludzi, z którymi MY tylko pragniemy przeżyć ten czas, niestety stosunki i relacje międzyludzkie bywają tak ułożone, że nie ma się czasem wyjścia i trzeba zaprosić i tych, których po prostu wypada. Musimy i my niestety ulec takiemu obowiązkowi. Ale co tam, będzie to tylko kropla w morzu przyjaciół i bliskich nam sercu ludzi, damy więc radę ;)

Wczoraj usłyszałam w pracy od jednej z koleżanek, że zakup domu i wyprawienie wesela to są dwie najbardziej stresujące w życiu okazje. Nie wiem nic jeszcze o zakupie lokum, ale organizacja wesela też nie wydaje mi się jakaś bardzo stresująca. Powiedziałam dziś o tym Mamince, a ona skwitowała tylko jednym zdaniem: Nie stresujesz się, bo nic jeszcze w tym kierunku nie robisz. Hahaha, może i racja, ale od zawsze uważam, że sztuką nie jest zrobić wszystko samemu, ale znaleźć właściwych ludzi, którzy zrobią to za ciebie. Moim zadaniem jest póki co kupić buty.

Z niusów jest jeszcze taki, że jestem już w 3/4 wykwalifikowanym Legal Executive. Jeszcze tylko prawo konstytucyjne oraz Tort (nie mylić z ciastem, bo to nic słodkiego!) i jak pójdzie pomyślnie, to w marcu będę już mieć dyplom w kieszeni, ha! Wtedy skupię się na weselu.

Poza tym, za Remarque'iem  na zachodzie bez zmian :)

sobota, 03 stycznia 2015
sobota, 26 kwietnia 2014

(no musi kochać, nie ma rady ;)

piątek, 25 kwietnia 2014

O tak dzisiaj się czuję :D




wtorek, 27 sierpnia 2013

Dzisiaj spędzam przedostatnią noc w Norce. Tradycyjnie odzywa się we mnie bycza natura, czyli tak samo jak łaknę zmian i wybiegam w przyszłość, na równi pragnę zachować teraźniejszość. Z przeszłości umiejętnie wyleczyłam się przez lata - chcę ją zachować, ale tylko we wspomnieniach. I coraz bardziej jestem oniemiała z wrażenia, że to jednak prawda, iż jeżeli wracają w pamięci, to tylko chwile te dobre. Reszta to nonsens.

W Norce spędziłam równe dwa lata, sama. Do samotności łatwo się przyzwyczaić. To znaczy na początku jest trudno, a potem człowiek sobie nie wyobraża, że nie wraca skądkolwiek do swojego i tylko swojego miejsca, w którym zlew może napełniać się brudnymi naczyniami do woli przez cały tydzień. I nikomu nic do tego. Potem przychodzi nawet taki moment, że nie chce się z tego swojego miejsca wychodzić do ludzi oraz coraz rzadziej lubi się ich u gościć u siebie. Wystarczy kieliszek wina i cieniasek, nocą w progu drzwi do swojego ogrodu, przy dźwiękach z archiwum Siesty. Sam i tylko sam, człowiek sam i tylko dla siebie. Co jakiś czas tylko mający potrzebę towarzystwa. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że ów przedłużający się stan błogiej samotności przerodzi się niepostrzeżenie w samotność zagrażającą, tę która zamiast pobudzać, wypala. Kiedy nie ma już potrzeby innych ludzi. Fajnie jest więc, kiedy w porę i niespodziewanie pozna człowiek tego drugiego, właściwego człowieka, który pięknie balansuje oba te stany oraz stabilizuje emocje. Tego, który jednocześnie zapewnia towarzystwo i do niego ciągnie, a z drugiej strony pozwala Tobie na chwile tego fajnego bycia samotnym. Tak myślę. Nie, ja właściwie jestem tego pewna.

Dużo się dzieje przez ostanie miesiące, czasem sama nie nadążam za wydarzeniami. Ale mam to poczucie, że dzieje się najlepiej jak mogłam sobie wymarzyć, w dobrym kierunku. Idę pod dobre i piękne skrzydła kogoś, komu ufam i wiem, ze mogę polegać. Kto mnie kocha i akceptuje to moje niezauważanie piętrzących się w zlewie garnków. I co najważniejsze, kocha z wzajemnością. Ale miało być o Norce... Kilka razy już mi się wydawało w życiu, że dojrzałam, ale dopiero teraz czuję, że to się wypełniło - właśnie w trakcie tego dwuletniego samotnego zamieszkania na tyłach starego domu przy dublińskiej Connaught Street. Jasne, że będę tęsknić, bo Norka miała (ma!) klimat. 100x60 czarno - czerwony Che Guevara na głównej ścianie, Gwiazda Dawida nad drzwiami oraz te wszystkie bibeloty przytargane z Kuby, Krymu i Portugalii nie mogły przecież nie dać poczucia, że Norka jest przyjazna, kolorowa i bezpieczna. Ja na pewno tak się w niej czułam.  Kamień spadł mi więc z serca, że udał się plan i przechodzi ona teraz w dobre i znajome ręce, uff. Będę zaglądać od czasu do czasu ;) A klimat stworzę pod innym adresem.

Baj baj Norko, baj baj. A ja ruszam w świat, z całkowitym sensem!



poniedziałek, 17 czerwca 2013

Miałam Wam napisać o Urim Orlevie, którego spotkałam w piątek i jego Wyspie przy ulicy Ptasiej. Nie wyszło. Powiem Wam za to, że po raz pierwszy chyba patrzę w przyszłość z tak ogromną wiarą, nadzieją, miłością, pewnością. Razem. Czuję, że góry mogę przenosić, ba, ja je zwyczajnie przeniosę!

No to się rozpisałam ;)

Buziaki na owocny tydzień.

 

czwartek, 25 kwietnia 2013

Tak wiec tradycji musi stac sie zadosc (pamietajcie, ze nie zaczyna sie zdan od a/tak wiec :) i wpis z data 25 kwietnia na Ofczusi pojawic. Bedzie krotko i bez polskich liter, bo w pospiechu i z pracy.

Zycze sobie w ten piekny wiosenny dzien (no dobra, troche wieje i leje dzis w Dublinie) aby chwila trwala. Jestem szczesliwa i spelniona kobieta, wiec jezeli tak bedzie dalej, to umierac kiedys bede z usmiechem na ustach. Mam oczywiscie kilka malych i troche wiekszych tez marzen, wiec prosze trzymajcie kciuki. O nic sie natomiast sie nie martwcie, bo nie ma o co. Zycie jest piekne, a Bog dobry.

Mamince Mojej Najlepszej Pod Sloncem po raz 34-ty mowie DZIEKUJE - za to ze dala mi zycie i nieustannie daje matczyna milosc. Love amore Mucka.

Tymczasem pedze spotkac swoja Mala Kuzyneczke, ktora wlasnie wyladowala na Zielonej Wyspie, a jaka niepsodzianke zgotowal mi Bojfrend ostatniej nocy pochwale Wam sie przy okazji :)

Buziaki sloneczne, dublinskie, urodzinowe.

Ofczus

poniedziałek, 31 grudnia 2012

To dziś usłyszałam od wdowy starającej się spłacić zaległości zmarłego przedwcześnie męża. Właściwie nie mam nic do dodania. Nie będę Wam życzyć spełnienia marzeń, bo to slogan. Życzę Wam abyście te marzenia po prostu mieli.

Ścisk noworoczny,

Ofczuś

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6