O Ofcy, która została Panią Myską, bo z Alicji w Krainie Czarów się nie wyrasta. Która wciąż kocha włóczyć się po świecie, ale i już kocha wracać do domu. A dom tam, gdzie serce, zapach drożdżówki i... dużo Mysy!
Blog > Komentarze do wpisu

Najpiękniejszy kwiecień świata

Przypomniało mi się dziś, że mam bloga. Wiem, brzmi to okropnie ze wpisu na wpis (nie mylić z PiSem bleeeee :/ ) ale nic poradzić na to nie umiem. Zatrzymałam się na lutym i wpisie o Excentrykach, włączyłam więc tę płytę, żeby zachować wątek, choć tak naprawdę żeby poczuć się lepiej w tej swojej Blox-owej ignorancji. Luty się skończył, marzec minął, ba, kwietnia dziś dzień ostatni. Po 25-tym ani już widu ani słychu. Z ciekawości zajrzałam dziś na pierwszą stronę Ofczusi i rozrzewnieniem stwierdzam, że we wrześniu minie 10 lat, całe okrąglutkie 10! Koniec świata normalnie. Ofczuś jest już dawno Myszą i na dokładkę jeszcze żoną, trzydziesto-siedmio już letnią aaaaaa ;)

Urodziny miałam niezwykłe w tym roku. To znaczy takie zwykłe, że aż niezwykłe. Mąż mój bawił w Polsce w tym czasie, co było zaplanowane już dawno. Połowę tych baletów miał spędzić u swojej teściowej, ha!, czyli Maminy mojej jedynej ukochanej. Miał załatwiać swoje ważne sprawy, które akurat w Olsztynie trzeba było załatwić, a przy okazji pomóc przy remoncie szajerka/garażu w Bartążku, co też summa summarum uczynił. Ale zanim jeszcze wyleciał, wpadł na niecny pomysł. Niecny, nie niecny, koniec końców wspaniały. Mysza, ja mam urodziny w kwietniu (12-go, ukochany mój Baran!), Ty masz urodziny w kwietniu (ten sławetny już 25-ty ;) , ja muszę lecieć do Polski na dwa tygodnie, no bo wiesz, to może i Ty dolecisz chociaż na przedłużony wikend? Tak zagaił mój Mąż wieczorem kilka dni przed wylotem. Trochę mnie zamurowało, bo nawet mi do głowy to nie przyszło, a bardziej chyba zmierziło, no bo kto da mi urlop z dnia na dzień w nowej od miesiąca pracy?!? W każdym razie, nazajutrz miałam już zakupiony bilet i to w bardzo przyzwoitej jak na tygodniowe wyprzedzenie cenie, o czym dowiedzieli się wszyscy... oprócz mojej Maminki :) Chodziłąm jak na szpilkach przez ten tydzień i starałam się ze wszystkich sił co by jej nie wygadać, a blisko już było. Ostatni raż taką niespodziankę uczyniłam Maminie w 2005 roku, kiedy jako sołtys organizowała bal we wsi z okazji 670-lecia istnienia wsi tejże. Zacierałam łapki i czekałam z niecierpliwością. W końcu nadszedł wyczekiwany poranek kwietnia 22-go kiedy wylądowałam na Okęciu. Potem jeszcze 2,5 godziny w bardzo przyzwoitym pociągu i dotarłam do Olsztyna. Na koniec taksówka do Bartążka (Mąż zgodnie z planem siedział na dachu remontowanego szajerka; tylko nie pytajcie co to jest szajerek! :P ) Tadaaaam. Taksówkarz musiał poczekać na swoje 20 złotych, bo ja nie miałam już żadnych złotówek, a Mamina, zanim mi je dała,  przecierała oczy w oknie kilka dobrych minut. W końcu widziałyśmy się niecały miesiąc wcześniej, bo gościła u nas w Dublinie na Wielkanoc, i nie spodziewała się dziecka do jakichś letnich wakacji. Niespodzianka udała się wybornie, uściskom i radościom nie było końca, a wieczorem pojechaliśmy wszyscy na szantowe śpiewanie do olsztyńskiej Kotwicy. Dla takich chwil warto żyć, naprawdę, tak cholernie warto. Zagrali Żagle po raz drugi specjalnie dla mnie oraz IX Pieśń Gałczyńskiego, najpiękniejszą na świecie.

A w poniedziałkowy poranek, w swoje piękne urodziny (jestem nauczona od dziecka, że 25 kwietnia to jest przepiękny dzień) obudziłam się rano i miałam w domu ich obydwoje - Mężulka i Maminkę oraz wielki bukiet tulipanów z bartążkowego ogródka. Najpiękniejszy kwiecień świata :)

sobota, 30 kwietnia 2016, hadassa79

Polecane wpisy

  • Sunday lazy Sunday

  • 2017

    Nowe idzie, nowe, wszystko nowe idzie od jakiegoś czasu, tylko tego czasu mało jakoś. Nie wiem czy to tylko moje odczucie, że życie jakoś pędzi ostatnio w zastr

  • 2016

    Halo halo, dzień dobry w 2016 :) Nie wiem czy ktoś tu w ogóle jeszcze zagląda, ale jak tak, to niech przyjmie ode mnie serdeczne życzenia noworoczne. Żeby kolej

Komentarze
2016/04/30 23:27:52
Łojezusicku, łofca jeszcze dycha. A jużem ją na stracenie miał tenteges. Wesołych św... tego, znaczy, happy birthday. Czy coś.